Ale lipa!

Ten, kto chciałby utrwalić wspomnienia tego lata, powinien czym prędzej ruszyć w las, by odnaleźć magiczne drzewo, jakim jest lipa.

Cóż to za ciekawostka o lipie? Przecież to drzewo zna każdy! Słodkiego zapachu jej kwiatów nie sposób zapomnieć. Poza tym za sprawą fraszki Jana Kochanowskiego „Na lipę”, nawet ci, którzy nie znosili lekcji języka ojczystego, pamiętają, że warto schronić się przed słońcem pod jej rozległą koroną.

Nie każdy jednak wie, że właśnie wybija ostatni dzwonek na zbiór aromatycznych lipowych kwiatów. Można je ususzyć i pić w jesienne lub zimowe wieczory przeglądając wakacyjne zdjęcia. Dla tych, którzy wolą zimne napoje, jest alternatywa. Smak kwiatu lipy można utrwalić w syropie. Jak to zrobić? Poniżej przepisy na oba sposoby utrwalenia smaku lipy.

Suszenie

Najważniejsze, by znaleźć odpowiednie drzewo. Gdy okaże się, że otaczają je wyłącznie lasy i drogi, po których niespiesznie kroczą wędrowcy, można przystąpić do zbioru.

Po ten słodko pachnący kwiat warto wybrać się w słoneczny dzień. Gdy spełnimy te warunki pozostaje już tylko zbiór. No tak, ale co to za wąski jasnozielony listek wystaje spośród kwiatów? To tzw. przylistek. Z pewnością nie zaszkodzi – kwiaty można zbierać wraz z nim lub bez niego.

Gdy lniana torba jest już wypełniona boskim kwiatem, musimy w domowym zaciszu znaleźć przewiewne i ciemne miejsce. W takich warunkach na tkaninie lub papierze (niezadrukowanym) rozsypujemy cienką warstwę kwiatów. Później pozostaje już tylko czekać na jasnożółte szeleszczące złoto, które można przechowywać w lnianych woreczkach lub pod przykrywką słoika.

Syrop

Wielbiciele kwiatu bzu czarnego przekomarzają się z fanami lipy o wyższość walorów smakowych jednych kwiatów nad drugimi. By zająć głos w dyskusji, warto spróbować obu. Na kwiaty bzu musimy poczekać do przyszłej wiosny. Tymczasem weźmy się za lipę!

Gdy zbierzemy już jej kwiat, warto oczyścić go z liści i drobnych gałązek. Ważne – nie myjemy kwiatów. Następnie czas na zagotowanie jednego litr wody z kilogramem cukru. Gdy słodka woda zawrze, zdejmujemy garnek z palnika. Wrzucamy do niego ok. 100 g lipowego kwiecia. Ten, kto chce, może dodać do zanurzonych kwiatów sok z cytryny. Dzięki temu syrop nabędzie orzeźwiającego smaku, a jego jasno żółty kolor utrwali się. Tak przygotowaną miksturę pozostawiamy do wystygnięcia, a następnie odstawiamy na 24 h do lodówki. Po niecierpliwym wyczekiwaniu pozostaje już tylko przelanie syropu do słoików i pasteryzacja. A następnie degustacja – najlepiej w lesie!

O prozdrowotnych właściwościach kwiatów lipy wie niemal każdy. Któż z nas nie pił
w dzieciństwie lipowej herbatki w czasie przeziębienia?

Nie każdy jednak wie, że łyko lipowe stanowiło niegdyś namiastkę papieru. Podobno starożytni Rzymianie pisywali na nim miłosne wyznania. Trudno się temu dziwić, skoro lipa uchodziła za drzewo rzymskiej bogini miłości Wenery.

Dziś pamięć o właściwościach lipy powraca, nie tylko ze względu na jej lecznicze zalety. Bushcraft sprawił, że przypomniano sobie o linach i sznurach robionych z lipowego łyka. Nasi pradziadkowie wykorzystywali lipę także do robienia koszy, sieci, worków, a nawet obuwia. Wszystko z powodu wytrzymałości i elastyczności lipowych włókien.

Lato to doskonały czas na zbiór lipy, przede wszystkim dla pań – zwłaszcza tych poszukujących towarzysza. Dawniej wierzono, że drzewo to  jest opiekunką kobiet oraz ogniska domowego. W związku z tym lipowe gałązki były nieodłącznym elementem panieńskich wianków plecionych w świętojańską noc. Ich obecność miała podkreślić kobiecość właścicielki wianka.

Pomimo tego że noc świętojańska minęła, warto się przekonać, czy w tych wierzeniach jest cień prawdy.

(RDLP Olsztyn)