Portal mediagroupinfo.pl – rzetelne informacje zawsze na bieżąco * Najtańsza reklama w regionie. Tel. 698 587 567, redakcja@mediagroupinfo.pl

Bezpiecznie w Morągu, Bezpiecznie na wsi – wyniki konkursu – nagrodzone prace

SONY DSC

W Szkole Podstawowej nr 4 w Morągu odbyło się dzisiaj (29-02-2012) podsumowanie konkursu plastycznego i literackiego  “Bezpiecznie w Morągu, Bezpiecznie na wsi”. Laureaci zostali nagrodzeni. Poniżej lista zwycięzców, fotoreportaż z tego wydarzenia oraz nagrodzone prace plastyczne i literackie.

Podczas posiedzenia jury konkursu w składzie: Danuta Jambroż – SP 4 w Morągu, Barbara Tolak – www.mediagroupinfo.pl, Katarzyna Steffen-Białek – Gimnazjum w Żabim Rogu, Marcin Arciszewski – Komisariat Policji w Morągu, Małgorzata Jaśkowiak – PT KRUS w Morągu, Daniel Woronko – www.mediagroupinfo.pl oceniało prace w trzech kategoriach – konkurs plastyczny “Bezpiecznie w Morągu” oraz w jednej kategorii – konkurs literacki “Bezpiecznie na wsi”.

Kategoria prac plastycznych – przedszkola i zerówki:

I miejsce – Lidia Gajcy – Przedszkole Jedyneczka

II miejsce – Szymon Peciak – Przedszkole Jedyneczka

III miejsce – Kevin Szpakowski – Przedszkole Jedyneczka

III miejsce – Anna Wiktorzak – SP 4 – kl. O a

III miejsce – Laura Kosiniak – SP4 – kl. O b

Kategoria prac plastycznych – klasy I – III:

I miejsce – Marta Bartnicka – SP 4

II miejsce – Oliwia Żebrowska – SP 4

III miejsce – Kajetan Górski – SP 4

Kategoria prac plastycznych – gimnazjum:

I miejsce – Paweł Mucharzewski – Gimn. nr 2

II miejsce – Marzena Stolarska – Gimn. nr 2

III miejsce – Wioletta Michałowska – Gimn. nr 2

Kategoria prac literackich – gimnazjum:

I miejsce – Monika Mutrynowska – Gimn. Żabi Róg

II miejsce – Klaudia Płuciennik – Gimn. Żabi Róg

III miejsce – Kamila Kątowicz – Gimn. nr 2.

Na konkurs literacki wpłynęło 11 prac, natomiast na plastycznych 32: z SP nr 4, Przedszkola Jedyneczka, Przedszkola nr 6, Gimnazjum nr 2.

Nagrody laureatom konkursu wręczali członkowie jury oraz goście: kom. Piotr Koszczał, zastępca komendanta Komisariatu Policji w Morągu oraz sierż. sztab. Bożena Bujakiewicz, rzecznik ostródzkiej policji.

Fundatorzy nagród w konkursie: Burmistrz Morąga, Starosta Ostródzki, Radni Rady Miejskiej w Morągu: Mirosława Mała i Stefan Małyj, Firma Andarex Morąg, Centrum Odszkodowań Votum S. A. Biuro Regionalne w Olsztynie Przedstawiciel w Morągu – Henryk Drążewski, Księgarnia Wiedza Morąg, Bank BGŻ Oddział w Morągu, redakcja Komputer Świat.

Nagrodzone prace literackie:

Monika Mutrynowska, Klasa Ib (14 lat), Gimnazjum im. Alberta Einsteina w Żabim Rogu –  „Pamiętnik z nieba” – NIEBO, 1 LIPCA 2011

 Gdybym dzisiaj mógł napisać list, taki prawdziwy, jak na Ziemi, to napisałbym do mamy:  „Mamo przepraszam. Ja nie chciałem. Tak mi głupio że to zrobiłem. Wyczerpałem nasze życia w taki marny i niegodny sposób. Nie obwiniaj siebie, przecież to nie twoja wina. To tylko ja. Twój syn. Zawsze tak mocno mnie kochałaś, a ja bezmyślny i głupi, który nie umiał docenić własnego życia i rodziny wszystko zepsułem. Pamiętasz jak powiedziałaś mi w pierwszej klasie, że jesteś ze mnie dumna, bo zrobiłem ci laurkę z krzywym rysunkiem? Wiem, że do teraz ją masz i to nad nią płakałaś gdy odszedłem. Nie martw się o mnie. Jestem w niebie, choć wiem, że nie zasłużyłem. Nie ma tu dla mnie zasłużonego miejsca. Dopiero teraz i tu uświadomiłem sobie, jak bardzo się kochaliśmy. Pamiętasz jak biegaliśmy razem po parku? Pamiętasz jak jedliśmy lody albo jak wpadłem do dołu z błotem? Byłem taki brudny, a ty i tak przytuliłaś mnie, śmiałaś się wtedy. Tak pięknie się śmiałaś, nigdy tego nie zapomnę. Tak bardzo bym chciał, żebyś znowu była taka szczęśliwa. Tylko ty ciągle powtarzałaś mi, że mnie kochasz. Ja też cię kocham i zawsze będę cię kochał, zawsze będę przy tobie. Będę w twych snach, będę na jawie. Będę, obiecuję. Tak bym chciał teraz z tobą porozmawiać, przeprosić… Cokolwiek aby tylko być z tobą. Bo to dałoby mi szczęście. Ale ja na nie nie zasłużyłem i doskonale o tym wiem. Wtedy, w tym letnim dniu, nie myślałem tak jak teraz. Nie wiedziałem, że tak się stanie. Chciałem tylko wam pomóc- tobie i tacie. Zależało mi na tym, abyście mnie pochwalili, a przecież wy tak często to robiliście. Nie wiem sam czego wtedy chciałem. Niczego mi nie brakowało, byłem z wami szczęśliwy. Jednak mimo waszych zakazów postanowiłem wsiąść w ten ciągnik. Pojechałem na pole, chciałem je zaorać, pomóc. Wy zawsze mówiliście mi, że to jest niebezpieczne, że jestem niepełnoletni, że nie powinienem. Teraz nie cofnę czasu, chociaż bardzo bym chciał. Był taki piękny dzień,  świeciło słońce. Można było pójść nad jezioro, pokąpać się w zimnej wodzie albo połowić ryby. Nie myślałem o tych waszych zakazach, dla mnie były one tylko głupimi poradami nadopiekuńczych rodziców. Wszyscy chłopcy z mojej klasy już dawno chwalili się, że gdy pomagają swoim rodzicom w gospodarstwie, to zawsze coś im się przytrafi i jest wtedy bardzo ciekawie. Tylko ja się wyróżniałem. Tylko ja byłem inny. Nie zważałem na wasze prośby i zacząłem orać pole za domem. Tam nie było mnie widać, ani słychać. Wszystko było dobrze, do czasu, gdy akurat wtedy drogą jechał patrol. Dostrzegli mnie, a ja się wystraszyłem i zacząłem uciekać. To była chwila, jeden mały błąd, wpadłem do rowu, uderzyłem głową o kierownicę. Teraz żałuję, że byłem taki dziecinny, że dla przygody i chwili podziwu od strony nieodpowiedzialnych kolegów straciłem wszystko. Przecież miałem tak wiele: kochających i troskliwych rodziców, siostrę która zawsze służyła wszystkim dobrą radą, dom, w którym zawsze mogłem się schronić.  Sam już nie wiem czego mi było trzeba. ‘’

Teraz mogę już tylko wszystkich przeprosić: moją panią nauczycielkę, za zmarnowaną na rozmowach z kolegami lekcję o bezpieczeństwie na wsi, panów policjantów, za wagary w dniu rozmowy o konsekwencjach dla rodziców wynikających z niedopilnowania swoich dzieci, a najbardziej was – najukochańsze osoby w moim życiu, za to, że nie doceniłem waszych rad i pouczeń i za to wszystko, co przeze mnie przeszliście. Wszyscy żywi ludzie mówią, że niebo jest miejscem beztroskiego życia pośmiertnego. Może dla nich, ale nie dla mnie. Dla mnie jest to miejsce przemyśleń  i smutku, które będą dla mnie teraz jedynymi utrapieniami, aż do waszego przyjście tutaj.  Na koniec powiem jeszcze tylko jedno- przepraszam.     

Klaudia Płuciennik  (15 lat), Gimnazjum w Żabim Rogu klasa III a –  „Letni wypadek”

 Był piękny sierpniowy dzień. W spokojnej, małej wiosce zaczynały się żniwa. Na krańcu miejscowości, w dużym domu,  w pięknym gospodarstwie rodzina wstała wcześnie, by wyjść w pole.  Rodzice zostawili dzieci na podwórzu, sami poszli pracować. Matka, która bardzo je kochała i dbała o nie, miała do nich zaufanie. Wiedziała, że jej starsza córka przypilnuje braciszka. Sama wychowała się w podobnych warunkach i uważała, że w tak cichej okolicy nic im nie grozi. Jej mąż, również dobry ojciec, ucałował dzieci, zostawił im po szklance mleka na werandzie i poszedł po kombajn. Zamierzał pracować cały dzień. Zrobi sobie tylko krótką przerwę na obiad po południu.

-Mamo, może pomóc Ci w ogrodzie?- zapytała córka o imieniu Ola. Dziewczyna była nastolatką, miała inne zainteresowania niż jej sześcioletni brat, dlatego też myśl, że musi spędzić z nim znów cały dzień, bawiąc się i wymyślając dla niego coraz to nowsze atrakcje, nie zadawalała jej.

- Nie kochanie, pobaw się z Krzysiem w piaskownicy. Ja tymczasem trochę popielę w ogródku, a potem pomogę tacie. Gdy będzie wam czegoś potrzeba, zawołaj mnie – i odeszła.

 Rodzeństwo spędziło w piasku dużo czasu. Znudzona dziewczyna chciała teraz zrobić coś dla siebie. Poczytać książkę lub obejrzeć ciekawy film. Zostawiając brata na podwórku, poszła do ogrodu, lecz mamy tam nie było. Szukała też na polu, w oborze i stodole, ale nigdzie nie mogła jej znaleźć. Zrezygnowana postanowiła zmusić Krzysia, by poszedł z nią, lecz przypominając sobie, jak uwielbia zabawy na świeżym powietrzu zostawiła go. Powiedziała tylko, by nie odchodził zbyt daleko. Nie martwiła się o niego, chłopiec nigdy nie sprawiał większych problemów. Dochodziła pora obiadowa, a on nie zjawiał się w domu, jak to zwykle bywało- napić się lub przekąsić coś słodkiego. Ola postanowiła go zawołać. „ O nie, gdy mama się dowie, że znów był bez opieki, za karę nie pójdę na sobotni koncert”- pomyślała  i czym prędzej wybiegła z mieszkania. Krzysia nie było na podwórku, więc możliwe, że był u krów. Sprawdziła pastwisko, ale tam też oprócz bydła, nie było nikogo innego. Zaczęła go wołać, lecz nie słyszała żadnej odpowiedzi. Pobiegła do sadu, matka tym razem tam była.

- Mamusiu, poszłam na chwilę do domu, zostawiłam Krzysia w piaskownicy, a teraz nie mogę go znaleźć, nigdzie go nie ma!

- Uspokój się Ola- odpowiedziała ze spokojem w głosie. –Wiesz jak to on, zaraz się zjawi.

Dziewczyna trochę się uspokoiła. Pomyślała, że faktycznie mama ma rację. Pójdzie przeszukać jeszcze raz. Przecież niemożliwe, by poszedł do kolegi mieszkającego kilometr od nich. Nigdy nie wybierał się tam samotnie. Jednak jej rozmyślania przerwał przeraźliwy krzyk taty z pola pszenicy. Obie przerażone ruszyły pędem w stronę niepokojącego dźwięku. Kombajn został już wyłączony, roztrzęsiony ojciec krzyczał, córka z matką były rozkojarzone. Pojęły, co się stało dopiero, gdy tata wskazał skrawek niebieskiego materiału na nagarniaczu. Cała trójka rzuciła się na przód pojazdu, jakby był żywą istotą, zaczęła go kopać, podnosić ruchome części i wrzeszczeć na niego. Ojciec, nie zwracając uwagi na własne zdrowie, wsadził tułów z bardzo wąską szczeliną i szukając po omacku trafił na dłoń Krzysia. Na szczęście ruszała się! Po kilkuminutowym szarpaniu się, kombinowaniu w panice i przerażeniu wyciągnięto zakrwawionego chłopca. W jakich to nerwach, w bólu i bojaźni zawieźli go do szpitala! Wszyscy mało mówili, byli w szoku. Krzysia oddano w opiekę lekarzy. Emocje pomału opadały, gdy raz po raz przychodziła pielęgniarka z wieściami dla rodziny o stanie zdrowia poszkodowanego.

- Pański syn miał szczęście w nieszczęściu- powiedziała przy kolejnym już przyjściu. – Jego ciało jest pokaleczone, ma złamaną nogę i  szok go jeszcze nie opuścił, zatem może wydawać się jakby otumaniony całym zajściem. Ale obrażenia nie są na tyle poważne, by musiał zostać w placówce. Mogą go państwo zabrać do domu, lecz reszta wakacji nie będzie dla niego zbyt atrakcyjna, z powodu nieposłusznej na razie nogi- uśmiechnęła się. – Wykazał się pan dobrym refleksem i pański impuls uratował synowi życie- zwróciła się do ojca i podała mu swoją dłoń. Dodała jeszcze krótki wykład o bezpieczeństwie dzieci na gospodarstwie i odeszła.

   Pod koniec dnia cała rodzina  była już  w domu. O nieszczęśliwym wypadku wiedziała już cała wieś. Można było się domyśleć, że ów zdarzenie przekona innych, że w trakcie prac polowych dzieci powinny mieć zagwarantowaną opiekę dorosłych. Rodzice Krzysia i Oli postanowili uważać na nich jeszcze bardziej, lecz w sobotę wieczorem i tak wyrazili zgodę córce na kilkugodzinny koncert w sąsiednim mieście. Niedobrze by było, gdyby młoda dziewczyna miała wyrzuty sumienia z powodu nieprzypilnowania młodszego braciszka. Kolejne dni mijały podobnie- rodzice pracowali, tata kosił pszenicę i żyto, mama podlewała grządki w ogródku i zrywała owoce w sadzie, a dzieci siedziały w domu lub w piaskownicy. Lecz już nie same, a z babcią Krysią, która była naprawdę dobrą kobietą, piekła wnukom ich ulubione placki z jabłkami , pomagała Krzysiowi w przemieszczaniu się i nie zostawiała ich samych nawet na pięć minut.

Kamila Kątowicz kl. III D, Gimnazjum nr 2 w Morągu – ,,Bezpiecznie na wsi’’ – opowiadanie.

Pierwszego dnia wakacji na wsi jest cudownie.
Widać całe piękno daleko rozciągającego się krajobrazu, chciałoby się położyć w wysokiej trawie, po prostu leżeć i podziwiać. Mając tyle możliwości, tak wiele wolnego czasu, nie wiedziałam, co ze sobą zrobić. Postanowiłam pójść nad staw , który znajdował się zaraz za pobliskim lasem. Było to miejsce spotkań z moimi przyjaciółmi. Wszyscy mieszkańcy wioski wiedzieli o tym miejscu, jednak nikt tam nie chodził ze względu na odległość stawu od wsi. Idąc wśród zbóż i podziwiając piękno miejsca, w którym mieszkałam od 6-tego roku życia, zastanawiałam się czy mama kupi mi wymarzony prezent na 16-ste urodziny. Marzyłam o psie. Miałam wiele zwierząt: krowy, owce, konie… Ale nic nie uszczęśliwiłoby mnie bardziej niż mały piesek. Nad stawem były już moje dwie przyjaciółki, Asia i Olka.
-Cześć Kamilka! Wszystkiego najlepszego!
-Przecież mam urodziny dopiero za 3 dni.
-No wiemy… Ale chciałyśmy być pierwsze.
-W takim razie bardzo dziękuję.
Uśmiechnęłam się do koleżanek i usiadłam obok. Rozmawiałyśmy na temat spędzenia moich urodzin. Chciałyśmy je wyprawić w moim domu, grzecznie, z jakimś dobrym filmem. Nagle nad staw przybiegli chłopacy. Marcin, Michał, Bartek i Paweł – najwięksi ,,rozbójnicy’’ na wsi i nasi przyjaciele.
-I o co chodzi? – Zainteresowali się naszą rozmową.
Wtedy zdecydowali, że urodziny robimy nad stawem.
Dziewczyny oponowały ale zostało na propozycji chłopców. Pozbawiona możliwości decydowania o swoich urodzinach, odwróciłam się oburzona. Wiedziałam, co wiązało się z urodzinami w ich towarzystwie – alkohol, papierosy i wygłupy. Jeszcze wtedy nie zdawałam sobie sprawy z konsekwencji jakie wynikną z milczącego pozwolenia.

                                                                        ***

Nadszedł dzień moich urodzin.
Gdy wybiła godzina 17.00 byłam już nad stawem. Czekałam na chłopaków i dziewczyny. Byłam zdenerwowana. Od rana trzymały mnie dziwne przeczucia i po prostu czułam, że stanie się coś złego.
-Alkohol, dużo alkoholu! Trzeba to uczcić! – Chłopaki wyskoczyli zza drzew z reklamówkami pełnymi piw.
-Miało nie być alkoholu! – Jęknęłam.
Tymczasem z drugiej strony wyszły roześmiane dziewczyny.
-Daj spokój, przecież to urodziny, trzeba zaszaleć! – Chórem odpowiedzieli na mój sprzeciw.
Nie chciałam pić. Wiedziałam, że to się źle skończy, ale po kilku minutach namowy zgodziłam się wziąć butelkę. Oczywiście na jednej się nie skończyło. Pijani zaczęliśmy śpiewać i tańczyć. W ułamku sekundy doszło do tragedii. Marcin wziął Asię na ręce i wrzucił do wody. Wszystko byłoby dobrze, gdyby dziewczyna umiała pływać… Rzucając się w wodzie i krzycząc, by ktoś jej pomógł, Aśka tonęła.
Chłopaki śmiali się, widocznie myśleli, że żartuje. Na szczęście ja i Ola zachowałyśmy resztki zdrowego rozumu i wskoczyłyśmy po przyjaciółkę. Wyciągając ją z wody, dziękowałyśmy Bogu, że żyje…

                                                                        ***

Kilka dni po tej tragedii, Asia wyszła ze szpitala. Ze względu na to, że miasto jest położone dość daleko od wsi, a szpital znajduje się właśnie tam, musieliśmy czekać na karetkę około 30 minut. W każdej chwili Asia mogła po prostu… umrzeć. Nie dość, że droga dla karetki była trudna i długa, to jeszcze przecież znajdowaliśmy się na końcu dużego lasu! Jednak wszystko dobrze się skończyło. Z przyjaciółkami doszłyśmy o wniosku, że nigdy nie damy się już wciągnąć w alkohol. A przede wszystkim, nie będziemy chodzić w tak odludne miejsca, bo przecież na wsi trudno o szybką pomoc. Po kilku tygodniach wróciłyśmy nad staw. Już się nie bałyśmy tego miejsca, a z chłopakami zakończyłyśmy znajomość.