Czy praca może być moją pasją?- Angelika Rejs

Zapraszamy na nowy cykl rozmów „Czy praca może być moją pasją??”. W każdy piątek będziemy gościli osobę, która zdradzi czy jej praca może być też jej pasją. Dzisiaj rozmawiamy z Angeliką Rejs, kierownikiem Muzeum im. J.G. Herdera w Morągu, etnologiem, edukatorem i etnografem, a także szczęśliwą żoną i matką dwójki wspaniałych dzieci.

Twoje CV jest bogate: jesteś etnologiem, edukatorem muzealnym, znawcą kultury ludowej, ale jest jeszcze jeden zawód, od którego zaczęła się Twoja kariera zawodowa, to sekretarka.
– To bardzo krótki epizod w mojej karierze zawodowej, który bardzo sobie cenię. Odbyłam półroczny staż w Centrum Edukacji i Inicjatyw Kulturalnych w Olsztynie. Przez pięć miesięcy byłam tam sekretarką. To bardzo ciekawe miejsce, gdzie można się rozwinąć, ale mnie ciągnęło do muzeum, do którego pierwotnie się nie dostałam. Dwukrotnie mi odmówiono: raz do Działu Etnografii, a później Działu Edukacji. Miałam trochę szczęścia, ponieważ jedna z pracownic Działu Edukacji Muzeum Warmii i Mazur postanowiła odbyć staż nauczycielski i na rok poszła na bezpłatny urlop. Ówczesna kierownik Działu Pani Ada Bogdanowicz zaprosiła mnie na rozmowę w sprawie pracy. Wtedy skrócił się o miesiąc mój straż w CEiIK-u. 5 lipca 2005 roku trafiłam do Muzeum Warmii i Mazur w Olsztynie, do Działu Edukacji. Wtedy rozpoczął się sezon turystyczny i zaczynały się „Wakacyjne czwartki z Mikołajem Kopernikiem”, więc od razu zaczęłam robić to, co było najważniejsze w tym dziale czyli: prowadzenie imprez, oprowadzanie grup turystycznych. Bardzo szybko musiałam się tego nauczyć. Byłam wtedy młodym pracownikiem. Bardzo krępowałam się przed wystąpieniami publicznymi, bo oprowadzanie grupy to jednak mówienie przed publicznością. Z czasem jednak opanowałam stres. Wiadomości, które zdobywałam z roku na rok spowodowały, że stałam się bardziej pewna swojej wiedzy.
Działania edukacyjne realizowane przez muzeum bardzo przypadły mi do gustu. Jeżeli chodzi o prowadzenie zajęć, to pisałam trochę projektów do Urzędu Miasta w Olsztynie na zajęcia bezpłatne dla dzieci.

Pochodzisz z Kaszub, a swoją pierwszą pracę zaczęłaś po studniach właśnie w Olsztynie.
– Nie wróciłam już na Kaszuby. Jestem jak Herder, który nie wrócił do Morąga. Nie wróciłam do Bytowa po studiach. Poszłam na studnia, na Uniwersytet Mikołaja Kopernika w Toruniu i po 5 latach przyjechałam do Olsztyna za moim wtedy ówczesnym chłopakiem, potem narzeczonym, a obecnie mężem. On dostał pracę w Olsztynie, a ja przyjechałam za nim. Jak przejeżdżałam pociągiem przez Olsztyn Zachodni, to widziałam piękny zamek z prawej strony. Bardzo mi się spodobał. Rozpoczęłam więc poszukiwanie pracy. Od moich wykładowców wiedziałam, że nie mam dużych szans na znalezienie posady w muzeum. W czasie studiów mówiono nam, że nie ma wolnych stanowisk dla muzealników, ponieważ jest mało etatów. Pracownik muzeum, który ma dłuższy staż i posiada większą wiedzę jest cenny dla pracodawcy. Każde muzeum ma swoją określoną specyfikę, obiekty muzealne i tej wiedzy nie zdobędzie się w miesiąc czy dwa. Przez lata trzeba się uczyć, badać i opracowywać obiekty. Ja jestem taka, że lubię robić na przekór: nie chcą mnie do muzeum, to ja chcę do muzeum.

Jedna z Twoich koleżanek z Muzeum Warmii i Mazur powiedziała, że jesteś kreatywna, pracowita, realizowałaś dużo autorskich lekcji muzealnych dla szkół, przedszkoli z uwzględnieniem osób niepełnosprawnych i tak pochłonęła Cię ta praca, że o mały włos Twoja córka urodziłaby się na zamku w Olsztynie.
– To prawda. Nie chciałam iść na zwolnienie, ale lekarz przekonał mnie, że muszę odpocząć. Po dwóch tygodniach na świecie pojawiła się moja córka. Realizowałam dużo autorskich projektów muzealnych i zajęć edukacyjnych z osobami niepełnosprawnymi. Brałam pod uwagę, to że nie jest łatwo zaprosić do muzeum osoby niepełnosprawne, ponieważ nasze zbiory dzieł sztuki znajdują się w różnych budynkach i odwiedzanie tych miejsc przez osoby poruszające się na wózkach czy mające problemy z chodzeniem jest znacznie utrudnione. Miałam ogromną satysfakcję, kiedy te grupy nas odwiedzały. Zresztą w Morągu również współpracuję z różnymi grupami, w tym z osobami niepełnosprawnymi.
Zawsze miałam szczęście do ludzi, z którymi pracuję, do fajnych współpracowników. Prawie nic sama nie osiągnęłam, pracuję w muzeum, czyli z ludźmi, których bardzo lubię i zawsze na pierwszym miejscu dostrzegam w nich dobre cechy. Wydaje mi się, że moim plusem jest to, że potrafię to wykorzystać, a wspólne działanie przynosi rezultaty.

Właśnie, Twoi współpracownicy z olsztyńskiego zamku mówią, że nie boisz się wyzwań.
– Nie, boję się wyzwań, chociaż bardzo stresuję się przed nowymi doświadczeniami, gdy na przykład mam wystąpić przed publicznością z nowym tematem. Być może na zewnątrz nie widać tego, że się boję, ale wewnętrznie jest już inaczej. Jeżeli ktoś przyjdzie do mnie z jakimś pomysłem, to chętnie włączę się w jego realizację. Jestem za, ale potem zaczynam się martwić. Nie lubię odmawiać, ponieważ jestem zdania, że człowiek jest po to, aby uczyć się czegoś nowego. Wyzwania są ważne, bo ciebie kształtują i powodują, że się rozwijasz. Biorę na siebie dużo, a potem zastanawiam się , jak ja to wszystko ogarnę. Wtedy pojawiają się ludzie, którzy wyciągają pomocną dłoń i wszystko toczy się w dobrym kierunku.

Realizujesz różne zajęcia z dziećmi, młodzieżą, dorosłymi. Znalazłem w internecie informację, że Ty wiesz co ubiór mówi o człowieku?
– Cenię sobie pracę z Uniwersytetem Dzieci, a ten temat zajęć prowadziłam właśnie tam, ponieważ pracuje się z nimi  bardzo kreatywnie. Dzieci na uniwersytecie trochę inaczej podchodzą do tych zadań, są bardzo ochoczo nastawione na działanie. Ubiór o człowieku mówi bardzo dużo. Dowiedziałam się też, że ja również w pewien sposób mam swój specyficzny ubiór. Jestem postrzegana jako osoba mająca swój styl. Nigdy nie zwracałam na to uwagi, ale jak spojrzy się na to co mam ubrane, to najczęściej są to dłuższe sukienki, sporo koloru i kwiatów. Z tym jest też związana anegdota. Kiedy przygotowywałam w 2019 roku Noc Muzeów, mieliśmy wtedy otwartą zabytkową szafę. Byli wtedy zwiedzający. Miałam na sobie jedną z tych kolorowych sukienek. Nie kobieta, a jej małżonek podszedł do mnie i powiedział, że mam bardzo ciekawą sukienkę. Byłam przekonana, że będę pytana o zabytkową szafę, a nie o sukienkę. Trochę się zmieszałam, podziękowałam i zaprosiłam na Noc Muzeów.

W muzeum jest jakiś określony strój, który noszą pracownicy?
– Pracownicy, którzy pracują na salach mają swoje stroje służbowe: panie biała bluzka, grantowa spódniczka, marynarka, pantofelki. Staramy się, aby strój był jednolity. Żeby panie swoim ubiorem nie przeszkadzały w oglądaniu obiektów muzealnych, a z drugiej strony, aby zwiedzający, w przypadku pytań wiedzieli do kogo podejść. Panowie z ochrony mają garnitury. Dodaje im to powagi. Osoba, która przekracza próg muzeum widzi, że jest to pracownik, a nie inny zwiedzający. Jeżeli chodzi o pracowników merytorycznych czy administracyjnych to moje koleżanki i koledzy bywają bardzo kreatywni. Podziwiam niektóre koleżanki za styl, za wyrażenie swojej osobowości poprzez ubranie. Jest kilka takich muzealniczek, które wyróżnia ciekawy styl i sposób noszenia ubrań.

Na zakończenie naszej rozmowy możesz zdecydowanie powiedzieć, że Twoja praca to również pasja?
– Jestem osobą odpowiedzialną i ambitną. Bywam zestresowana przez pracę, ale wydaje mi się, że mam taką zdolność, że potrafię w pracy znaleźć radość z jej wykonywania. Część pracy bywa stresująca, czasami trudniejsza, często chodzi o administrację i wtedy się denerwuję. Jest też druga część mojej pracy – edukacja, spotkania z dziećmi, dorosłymi, imprezy podczas, których można porozmawiać z gośćmi muzeum. Tutaj spotykam fantastycznych ludzi. Jak z nimi rozmawiam i dowiaduję się bardzo dużo ciekawych rzeczy. Oni pokazują mi na co zwracają uwagę przy zwiedzaniu, co chcieliby jeszcze zobaczyć, co ich interesuje. Takie sytuacje wpływają dodatnio na postrzeganie przeze mnie mojej pracy, którą bardzo lubię. Mogę śmiało o sobie powiedzieć, że jestem muzealnikiem, edukatorem i etnografem. Póki co nie wyobrażam sobie zmiany pracy. Od dwóch lat pracuję w Morągu, nowe stanowisko, to nowe doświadczenia i dużo nauki, a przede mną kolejne wyzwania. Czy praca jest też moja pasją?? Pewna część na pewno tak, bo daje mi energię, satysfakcję i chęć do działania. A ta druga część to obowiązki, które staram się sumiennie wypełniać.

Dziękuję Ci za poświęcony czas.

(red.)