Kobieta zarzuca brak profesjonalizmu. Szpital zaprzecza

Na profilu społecznościowym Facebook pojawił się wpis córki jednej z pacjentek morąskiego szpitala, która zarzuca lecznicy brak profesjonalizmu w kontakcie z pacjentem. Padają mocne słowa. W odpowiedzi na zarzutu prezes Szpitala Miejskiego w Morągu w specjalnym oświadczeniu zaprzecza twierdzeniom kobiety i sama kieruje sprawę do prokuratury, aby sprawę wyjaśniła niezależna instytucja.

Wpis kobiety (oryginalna pisownia):

Moja mama ciężko chora i ledwo żywa została wywieziona do szpitala w Morągu . Leżała tam 8 dni . Dzisiaj wróciła do domu i to co zobaczyłam odjęło mi mowę . Wróciła z siniakami na rękach od nieumiejętnego oraz brutalnego zakładania wenflonu nawet gdy mówiła , że ją boli i prosiła o bycie delikatniejszymi , była traktowana tam dosłownie jak zwierzę przez personel owego „ szpitala ” jeżeli tak w ogóle można go nazwać , pielęgniarki zapominały podawać jej leki , o które sama musiała się upominać i jeszcze śmiały mieć pretensje , że ta nie upomniała się wcześniej , czy takie
traktowanie jest normalne ? Niestety nie jest ona jedyną pacjentką , do której miało się tam takie podejście . Pewna starsza Pani przez kilka godzin leżała we własnych wymiocinach i odchodach , po wielu prośbach dopiero po 5 godzinach pielęgniarka łaskawie przybyła i ją przebrała oraz umyła ( oczywiście bez najmniejszej delikatności lecz dosłownie szarpiąc ją ) . Starszy Pan leżał tam bez ruchu bez żadnej opieki , bez przekładania aby uniknąć odleżyn , bez dawania mu picia ( sam nie był w stanie ) bez niczego . Lekarze chamsko odzywają się do pacjentów wykorzystując ich słabość i strach a nawet sobie z nich żartują gdy Ci leżą tam bez możliwości zobaczenia się ze swoimi bliskimi , sami powoli tam umierają traktowani jak zwierzęta i upokarzani przez ludzi , którzy powinni robić wszystko aby im pomóc czyli personel szpitala … Pielęgniarki bardzo odważnie wykorzystują brak możliwości odwiedzin przez koronawirusa i posuwają się za daleko oraz zaniedbują swoje obowiązki . Opinie i skargi na tą „ umieralnie ” (bo tak pacjenci opisują to miejsce ) nie raz były pisane , więc dlaczego nikt z tym nic nie robi ? Jesteśmy ludźmi , gdzie niestety tak nie mogę nazwać pielęgniarek oraz lekarzy z tej placówki , więc dlaczego takie rzeczy się dzieją i jest o tym cicho ? Gdy ktoś jest chory powinno sie mu pomagać i robić wszystko aby było mu jak najlepiej, ponieważ niewiadomo czy to jego ostatnie chwile , tym bardziej że nie może spędzić ich z rodziną … Sama w nie jednym szpitalu leżałam i wiadomo , że zdarzają się miłe pielęgniarki jak i te „ niemiłe ” , ale tam niestety tych dobrych ludzi brakuje , gdy są najbardziej potrzebni … Pielęgniarkom ,które w ten sposób traktowały moją mamę i innych pacjentów , życzę aby spotkało je dosłownie to samo albo gorzej bo tylko i wyłącznie na to zasługują . Błagam udostępniające ten post , niech to co tam się dzieje zobaczy jak największa ilość osób . Czas zrobić z tym porządek . ( wszystkie te zdarzenia miały miejsce na oddziale wewnętrznym ) Proszę nie skupiać się tylko i wyłącznie na wkłuciach i siniakach , ponieważ sama nie jednego miałam w trakcie pobytu w szpitalu . Chodzi mi tylko i wyłącznie o SPOSÓB zakładania tych wenflonów oraz o zaniedbywanie pacjentów przez personel szpitala co musi się zmienić

Oświadczenie morąskiego szpitala:

Działając w imieniu Szpitala Miejskiego w Morągu Sp. z o.o., jako osoba upoważniona do reprezentacji, odnosząc się do publikacji z dnia 30 czerwca 2020 r. o godzinie 21:46 , w której osoba – posługująca się imieniem i nazwiskiem: Zuzia Bagińska – za pośrednictwem środka masowego komunikowania tj. portalu Facebook- pomówiła Szpital Miejski w Morągu Sp. z o.o. o to iż, pracownicy szpitala w sposób brutalny i nieumiejętni zakładali wenflon jej matce, traktowali ją jak zwierzę, zapominali podawać leki, inna pacjentka leżała przez 5 godzin w swoich wymiotach, a pracownicy szpitala się nią nie zaopiekowali, lekarze chamsko odzywali się do pacjentów, starszy pan leżał w szpitalu bez ruchu, bez opieki, bez podawania picia przez wiele godzin,  pacjenci umierali sami traktowani jak zwierzęta i upokarzani, pielęgniarki wykorzystywały brak możliwości odwiedzin spowodowany koronawirusem, aby zaniedbywać swoje obowiązki, a sam szpital nosi miano „umieralni” – nie naruszając tajemnicy lekarskiej oraz danych pacjentów Szpitala, na podstawie wyjaśnień złożonych przez  lekarzy oraz pielęgniarki, oświadczam, iż powyższe zarzuty uczynione publiczne są nieprawdziwe. W związku z tym, iż poniżają Szpital w opinii publicznej, narażają go na utratę zaufania potrzebnego dla danego zawodu oraz rodzaju wykonywanej działalności, a także obrażają i poniżają personel medyczny- sprawa zostanie skierowana na drogę postępowania sądowego celem wyjaśnienia.

Jednocześnie podkreślenia wymaga fakt, iż w przedmiotowej sprawie do Szpitala nie wpłynęła żadna skarga złożona w oficjalnym trybie administracyjnym, do której rozpatrzenia powołana zostałaby komisja. Pierwszym źródłem informacji dla Szpitala o zaistniałej sytuacji stał się portal Facebook.

Wobec powyższego, informuję, iż Szpital wyraża stanowczy sprzeciw wobec rozpowszechniania „hejtu internetowego” godzącego w samą jednostkę ale również dotykającego lekarzy oraz pielęgniarki, bez których nie mógłby funkcjonować oraz zapewnić opieki chorym i potrzebującym – dlatego też każdy podobny przypadek będzie przekazywany na drogę postępowania sądowego, aby zapewnić stosowne wyjaśnienie problemu, a także ochronę personelu.

Prezes Zarządu Szpitala Ewa Michałowska

Szpital sam skierował wniosek do prokuratury, aby ta zbadała sprawę. Jednocześnie prezes morąskiej lecznicy twierdzi, że dysponuje oświadczeniami ordynatora, lekarza prowadzącego pacjentkę i pielęgniarek, którzy stanowczo zaprzeczają temu, co opisała córka pacjentki.

(red.)